Drugie urodziny bloga.

W zeszłym tygodniu, a najdokładniej w środę, mój blog obchodził drugie urodziny. Kiedy zdałam sobie sprawę, że już od przeszło dwóch lat piszę tutaj dla was, nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy to wszystko zleciało? Nie mam pojęcia. Kiedy zakładałam bloga, nie sądziłam, że wytrwam z nim nawet dwa miesiące... A tu cholera minęły już dwa lata! Nie wiem kiedy ten czas przeleciał... Pamiętam wszystko jakby miało to miejsce wczoraj. Kiedy dodałam pierwszego posta, kiedy pojawili się pierwsi czytelnicy, kiedy nawiązałam pierwszą współpracę, kiedy to wszystko się zaczęło... Dziś jest was tutaj ponad 650. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że mogę kiedykolwiek mieć tylu czytelników. Dziękuję wam, że jesteście ze mną. Niektórzy są od niedawna, ale znajdzie się paru, którzy są ze mną niemalże od samego początku. Bez względu na to, jak długo tu jesteś- Dziękuję Ci 
Wiem, że w ostatnim czasie, było tutaj kiepsko. Odzwierciedla to nie tylko ilość postów, ale także statystki. Ja mało dodawałam, i was też tutaj było mało. Nie mówiąc już o tym, że nawet jeśli posty się pojawiały, to nie były dopracowane. Ale teraz już wróciłam. Z nową energią, z nowym zapałem. I jak na razie nie mam najmniejszego zamiaru odchodzić. Jeszcze raz dziękuję wam, że jesteście tu ze mną.

Historia pisze się na naszych oczach...

Wygraliśmy z Niemcami. Fajnie, że was poinformowałam, bo przecież nikt z was o tym nie słyszał. Miałam przyjemność być na tym meczu, i oglądać go z trybun. Emocje jakie przeżywa się podczas oglądania takiego spotkania, są nie do opisania. Poza atmosferą jaka panowała na meczu bardzo się cieszę, że zobaczyłam na żywo reprezentację Niemiec. To dopiero jest coś. Zwłaszcza, że gra w niej paru zawodników których naprawdę lubię, w tym dwóch moich ulubionych, czyli Mario Gotze i Mats Hummels. Dodatkowo Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek, brakowało jeszcze tylko Marco Reusa, i byłby komplet moich ulubionych piłkarzy. Bardzo dużym minusem było to, że siedziałam tak wysoko, że ciężko mi było rozpoznawać piłkarzy. Oczywiście tych moich ulubionych rozpoznawałam chociażby po sposobie biegania, czy posturze ciała. Ale u innych ciężko było nawet rozpoznać kolor włosów i fryzurę, nie mówiąc już o numerze na koszulce. Mimo wszystko nie żałuję że przejechałam ponad 300 km tylko po to, żeby obejrzeć ten mecz. Warto było. Zwłaszcza, że ten mecz przejdzie do historii polskiej piłki. Dlatego tym bardziej cieszę się, że na nim byłam. 



Kiedy padła pierwsza bramka, i wybuchła ta wielka radość na trybunach, byłam tak szczęśliwa jak.... No właśnie jak kiedy? Chyba ostatni raz tak szczęśliwa byłam, kiedy Robert strzelał 4 gole Realowi, czyli półtorej roku temu. Potem był strach i odliczanie minut do końca meczu. Wtedy każde przerwanie akcji, każde wybicie piłki Niemcom powodowało brawa na trybunach. Z każdą sekundą przybliżaliśmy się do tego historycznego zwycięstwa. Po drugim golu poryczałam się ze szczęścia. Wtedy doszło do mnie, że nic nam nie odbierze tej wygranej. Końcowy gwizdek. Koniec meczu. Wygrywamy z Niemcami. Wygrywamy z mistrzami świata. Ta radość na twarzach piłkarzy. Uczucie nie do opisania. Jakże rzadko zdarza się, że po meczu reprezentacji kibice śpiewają "Dziękujemy", a nie "Nic się nie stało". 
Byłam już na wielu meczach, w tym paru reprezentacyjnych, ale takiego jeszcze nie widziałam. Bynajmniej jeśli chodzi o doping. W tym meczu powiedzenie, że kibice są naszym 12 zawodnikiem, jest jak najbardziej słuszne. Ciężko wyobrazić sobie co muszą czuć piłkarze tam na boisku, kiedy słyszą jak ponad 56 tysięcy kibiców wykrzykuje "Jesteśmy z wami Polacy" czy odśpiewuje a'capella Mazurka Dąbrowskiego. Nic dziwnego, że sami przyznają, że to właśnie doping ich poniósł, i bez wątpienia pomógł wygrać we wczorajszym meczu. 
Ja od zawsze w nas wierzyłam. Wiedziałam, że w końcu nadejdzie taki moment, kiedy zagramy dobrze. Kiedy w końcu odbijemy się od tego pieprzonego dna, i polecimy do góry. Bo przecież mamy możliwości, mamy jednostki, świetnych piłkarzy, ale wcześniej nie mogliśmy tego przełożyć na całość. Zagrać jako zespół. Wczoraj się udało. Podnieśliśmy się. Razem. Jako drużyna. I to jest powód naszego sukcesu. Na pewno niewiele kibiców wierzyło, że jesteśmy w stanie to zrobić. Że stać nas na wygraną z Niemcami. Z mistrzami świata. Po raz pierwszy w historii. Ale cały zespół wczoraj oddał serce na boisku, zagrał na 100 % swoich możliwości, i udało się. 
Tymczasem w internetach.... 
Z początku był strach, potem szczęście. Teraz rozpiera mnie duma. Dziękuję że doczekałam tego dnia. Dla takich chwil warto żyć. Dla wielu z was to tylko zwykły mecz, który wygraliśmy, zwykłe szczęście i tyle. Dla mnie jeden z najlepszych wieczorów mojego życia. I właśnie za to kocham piłkę. 

15 lipca 1410 pod Grunwaldem , 11 października 2014 w Warszawie. Dwa historyczne zwycięstwa Polaków.

A gdzie zniknęła Klaudia?

Żyję. Nie umarłam, nie zginęłam, nie porwali mnie kosmici, ani nie zrezygnowałam z bloga. Ja po prostu... nie wiem. Sama nie znam przyczyny, dlaczego nie było mnie tutaj przez ponad miesiąc. Skłamałabym, gdybym powiedziała wam tutaj, że nie miałam czasu. Bo miałam. Ja po prostu wracałam ze szkoły i już nic mi się nie chciało robić, więc kładłam się do łóżka i czytałam, albo oglądałam jakiś film. Byłam jakaś taka nieogarnięta przez ten pierwszy miesiąc szkoły. Jeszcze ani razu się nie uczyłam, mimo że nauczyciele już od ponad dwóch tygodni pytają. Fartem udało mi się unikać odpowiedzi, ale wiem że moje szczęście nie może trwać za długo, dlatego najwyższy czas się ogarnąć. Nie tylko jeśli chodzi o sprawy związane ze szkołą, ale także z blogiem.
Także: Panie i panowie, oznajmiam wszem i wobec, że powracam. Nie chcę tutaj po raz enty pisać, że postaram się poprawić, pisać już regularnie, bla bla bla. Puste słowa, które i tak nic nie zmienią. Powiem wam jedno- daję sobie ostatnią szansę z blogowaniem. Jak teraz się nie uda, to kończę z tym. (prawdopodobnie to kolejne puste słowa, bo nie wyobrażam sobie życia bez tego, ale napisałam to żeby było bardziej dramatycznie xd )

A tak poza tym to u mnie wszystko w porządku. Nowa szkoła, nowi nauczyciele, nowi znajomi, ale jest okej :) Szkoła jak szkoła, nauczyciele wymagający, nauki sporo, klasa bardzo fajna, także no... 
Jest właśnie godzina 5:00, a ja akurat teraz zabrałam się za pisanie tego posta... Bardzo się spieszę, bo o 6 muszę wyjść z domu, ale skoro teraz dopadła mnie wena i ochota, to wykorzystam ją :) Jeśli ciekawi was, dokąd się wybieram o tak wczesnej porze, to jadę do Warszawy na mecz Polska-Niemcy. Jadę tam tylko na jeden dzień (niestety) i nie zostaję na noc tylko od razu po meczu biegiem na dworzec... W każdym razie jaram się meczem, choć jeszcze do mnie nie do końca to dociera. Byłam już na paru meczach Polski, ale dzisiaj gramy z Niemcami. Niemcami. Mistrzami Świata. Zobaczyć takich piłkarzy na żywo, to dopiero jest coś. 
Ja się już z wami żegnam, bo zostało mi tylko jeszcze pół godziny, a trzeba się jeszcze ogarnąć. Także, buziaki, i widzimy się w kolejnym poście, który mam nadzieję, będzie już za parę dni ;)



PRZYJAZN PRZEZ INTERNET. Niemozliwe? A jednak.

Cześć wam!
Dzisiaj mam dla was filmik z Olką. No nie do końca jest to taki zwykły filmik, tylko raczej takie podsumowanie całego jej pobytu tutaj. Praktycznie wszędzie gdzie chodziłyśmy zabierałyśmy ze sobą aparat, dlatego większość rzeczy mogłam spokojnie nagrać i z tych krótkich filmików teraz zrobiłam jeden duży. Olka pojechała ode mnie ponad miesiąc temu.. A ja dodaję ten filmik dopiero teraz. Dlaczego? A no wszystkie programy do obróbki filmików miały na mnie chyba jakiegoś wielkiego focha i nie chciały współpracować. Próbowałam w 5 rożnych programach, i w jednym nie chciało się zapisać, inny co chwile się wyłączał i nic nie dało się zrobić, w innym po zapisaniu jakość była gorsza niż gdybym nagrywała to kalkulatorem... W końcu jednak mi się udało. Alleluja! 



Chyba nigdy w życiu nie wkurzałam się tyle razy co przy montowaniu tego... Ale mam chociaż nadzieję, że wam się spodoba. To choć trochę wynagrodzi moją ciężką pracę. :) Tutaj macie link do mojego kanału: KLIIIKNIJ TUTAJ! Nie ukrywam, że byłoby mi bardzo miło, gdybyście go zasubskrybowali. :) 

Chorwacja w zdjęciach

Cześć.
Wakacje powoli i niemiłosiernie zbliżają się ku końcowi. Na myśl o szkole aż mi się płakać chcę, ale jak na razie chcę wykorzystać pozostały czas w stu procentach. Dzisiaj przygotowałam dla was post ze zdjęciami z Chorwacji. Kocham, naprawdę kocham Chorwację za te wszystkie piękne krajobrazy, za roślinność, za to piękne morze... Po prostu przepięknie tam jest.Tak bardzo nie chciałam stamtąd wyjeżdżać... Było naprawdę super! Aczkolwiek nie ukrywam, że po powrocie do Krakowa ucieszyłam się, że nareszcie jestem w domu. Taka już jestem. Kocham Kraków, i jak nie ma mnie w nim dłużej niż tydzień zaczynam strasznie tęsknić... Nie będę już przynudzać, tylko pozostawię was z masą zdjęć. Enjoy!